Ostatni TOP 10 filmowych nieporozumień pokazał filmy często kultowe, znane i niejednokrotnie nagradzane, które uważam za filmy średnie, bądź wręcz słabe. To zestawienie jest jej odwrotnością. Są to filmy, które przeszły bez echa, zostały niezrozumiane, bądź po prostu są to produkcje, których wszyscy nie znoszą, a ja uwielbiam.

Są filmy oczywiste, które powinny się tu znaleźć ze względu na nieomal historyczne pominięcia lub niezrozumienia. Nie każdy wie, że chociażby Lśnienie, dziś uważane za fantastyczne, kultowe, cudowne i nie do ruszenia, w 1981 roku było nominowane do Złotej Maliny aż w dwóch kategoriach – najgorszej reżyserii dla S. Kubricka i najgorszej aktorki dla S. Duvall. Kolejnym przykładem niedocenienia doskonałego filmu jest Łowca Androidów. Film, nakręcony na podstawie powieści Philipa K. Dicka miał być gotowym przepisem na sukces. Sama produkcja filmu trwała 14 lat, kosztowała 28 milionów dolarów, by na koniec okazać się totalną klapą. Dopiero 10 lat po swojej premierze w 1992 roku Łowca Androidów, całkowicie przemontowany przez R. Scotta, wszedł na ekrany ponownie, i praktycznie z biegu został okrzyknięty arcydziełem. Są jednak filmy, które mimo swojej niepowtarzalności już prawdopodobnie nigdy nie zostaną docenione.

Brudnopis do dzisiejszej notki narastał już od dłuższego czasu i w końcu postanowiłem go zebrać do kupy, by finalnie z kilkudziesięciu wybrać TOP 10. Zestawień z filmami niedocenionymi robiono pewnie już setki. Jest z nimi tak jak z rankingami tych najlepszych najlepszych wszechczasów – są ich miliony, a każdy jest inny. Ten jest jedyny w swoim rodzaju.

1. Wybawca (1998)savior-movie-poster-1997-1020211242

Trudno powiedzieć, co spowodowało przejście tego filmu bez echa. Jak na film wojenny, ten bije na głowę chyba wszystko, co dotychczas widziałem. Pomimo dość słabo nośnego tematu wojny w Jugosławii Wybawcę ogląda się świetnie. Film pozostaje bezstronny mimo faktu, że został nakręcony przez Serba. Doskonała rzecz o tamtym piekle – nie serbskim, nie chorwackim, nie bośniackim, ale ludzkim.

2. Moon (2009)Moon movie poster

Rok 2009 został zamknięty dla kina sci-f jako wyjątkowo płodny – obsypany nagrodami Avatar; udany Watchmen. Strażnicy; słaby, ale bardzo efekciarski 2012 i znośny Dystrykt 9. Gdzieś pomiędzy ukazał się Moon, który przebijając to wszystko został nieomal pominięty przez opinię publiczną. Mimo 5 milionów dolarów budżetu Moon może się pochwalić bardzo dobrymi efektami specjalnymi i świetną rolą Sama Rockwella. Film jest głęboko refleksyjny i filozoficzny – i takie sci-f uwielbiam.

3. Chaplin (1992)chaplin_1992_poster

Jest doskonały reżyser (R. Attenborough), doskonała obsada (R. Downey Jr., G.Chaplin, A. Hopkins, D. Duchovny, M. Jovovic), jest doskonała historia jednej z ikon światowej kinematografii … a film przechodzi całkowicie bez echa. Oprócz nagrody BAFTA za pierwszoplanowego aktora dla Downeya Jr. film nie wziął absolutnie nic, mimo że jest jedną z najlepszych kinowych biografii ever. Doskonały film.

4. Wynalazek (2004)primer_xlg

Olbrzymi ukłon dla S. Carrutha – reżysera, scenarzysty i pierwszoplanowego aktora filmu. Carruth za 7000 dolarów zrobił jeden z najbardziej kreatywnych i świeżych filmów sci-f, a przy tym jeden z najbardziej niedocenionych. Wynalazek jest totalnie pokręcony – podróże w czasie, jak się okazuje, nie są bułką z masłem i cały schemat filmu, pomijając nawet niuanse naukowe, jest fabularnie zamotany do tego stopnia, że po pierwszym seansie szczękę trzeba zbierać z ziemi. Niezależne kino amerykańskie już dawno nie było tak dobre.

5. Valhalla: Mroczny wojownik (2009)Valhalla-Rising-Poster

Nicolas Winding Refn zyskał na popularności dopiero po nakręceniu Drive. Jego poprzednie produkcje, z Valhallą na czele, nie miały tego szczęścia i zostały praktycznie zapomniane (o ile przez kogokolwiek zauważone). Zachwyca tu doskonała rola M. Mikkelsena, zapierające dech w piersi zdjęcia i świetna muzyka. To z pewnością film nie dla każdego. Powolne, leniwe ujęcia mogą męczyć, skromność dialogów może irytować, ale Valhalla właśnie w takim wydaniu pokazuje swoją niesamowitą moc. Refn, balansując na granicy historii i mitu, popełnił film głęboko metaforyczny, magiczny, hipnotyzujący.

6. Sieć (1976)network-movie-poster1

Obok Dwunastu gniewnych ludzi to z całą pewnością najlepszy film Sidneya Lumeta. Oprócz doskonałego reżysera jest tu też świetna obsada (Peter Finch, Faye Dunaway, Robert Duvall, William Holden) i rewelacyjny, nagrodzony zresztą Oscarem, scenariusz Chayefskyego. Mimo, że podczas rozdania Oscarów w 1977 roku film dostał 4 statuetki, to walkę o „Najlepszy film” (a nominowany był też Taksówkarz Scorsese’a) przegrał z Rockym.. Lumet zmarł w 2011 roku zapamiętany, jako wybitny reżyser takich filmów jak Dwunastu gniewnych ludzi, Serpico czy Pieskie popołudnie. Sieć gdzieś w tym wszystkim zaginęła. Wielka szkoda, bo film, oprócz swoich oczywistych zalet, wciąż jest niesamowicie aktualny.

7. 7 psychopatów (2012)Seven-Psychopaths-Poster

To totalna zbrodnia, że ten film przeszedł całkowicie bez echa. Żadnych nominacji, żadnych nagród – cytując klasyka „ani be, ani me, ani kukuryku”. 7 psychopatów to świetny klimat, fantastyczna obsada (Walken! Waits! Harrelson!) i świeżość. Cytowany na plakacie The Guardian napisał, że to mozaika Coenów i Tarantina – nie sposób się nie zgodzić. Ten film bawi do łez, pobudza do myślenia, a czasem nawet smuci. Wychodzi na to, że  Martin McDonagh co 4 lata robi nowy film – jak na razie doskonale trzyma formę. W komediach kryminalnych 7 psychopatów plasuje się u mnie bardzo wysoko.

8. Strefa wojny (1999)the-war-zone-movie-poster-1999-1020273942

Jeden z najbardziej depresyjnych filmów, jakie kiedykolwiek widziałem, a przy tym na topie w moich ulubionych. Tim Roth, jak się okazuje, jest niezrównany nie tylko w roli aktora, ale także po drugiej stronie kamery. Jego debiut reżyserski (jak na razie jedyny nakręcony przez niego film) wypadł doskonale. Ta zimna, przyprawiająca o mdłości, klaustrofobiczna narracja, te nieme sceny rodzinne, jakby rodem z Hanekego czynią Strefę wojny filmem niepowtarzalnym. Fakt, że jest praktycznie nieznany i nie dostał żadnej bardziej znaczącej nagrody jest dla mnie totalną zagadką.

9. Glengarry Glen Ross (1992)189221.1020.A

Najlepszy typowo „gadany” film, jaki dotychczas widziałem. Tutaj listy dialogowe po prostu rzucają na kolana. Lubujący się w takich rozwiązaniach David Mamet napisał doskonały scenariusz i mimo, że jest on adaptacją jego własnej sztuki teatralnej, to role zdają się być ukute specjalnie dla występujących w filmie aktorów. Al Pacino, Ed Harris, Kevin Spacey, Jack Lemmon, a zwłaszcza zjawiskowy Alec Baldwin ze swoim doskonałym monologiem na długo zapadają w pamięć. Glengarry Glen Ross, mimo że gdzieniegdzie nominowany do nagród nie dostał prawie nic i stał się kolejnym zapomnianym filmem.

10.

Pozycja dziesiąta tradycyjnie należy do was.

Herzliche Grüße,

podpis

Tagi: ,
  • Agnieszka

    Nie wiem czy ” Tańcząc w ciemnościach” (2000) był docenionym filmem czy nie- nie znam się, ale jego dałabym go do tej dziesiątki. Piękny, ciekawie nagrany film. I Bjork jest.

    hmm… sprawdziłam…jednak miał nagrodę w Cannes. No, ale kto zabroni dać go do tej zacnej dziesiątki? W TV prawie nie leci.

  • eV

    Primer – film tak złożony, że trzeba go obejrzeć trzy razy, aby cokolwiek zrozumieć, Genialna fabuła, mikroskopijny budżet i zupełna nieschematyczność – a o filmie ledwo kto słyszał.

    Za to część filmów z tej listy, to filmy, o których się mówi, które są znane i lubiane. Chociażby właśnie Network – ilektoć kogoś zapytałam o ten film, zawsze miał go już za sobą. Film o Chaplinie również nie jest produkcją, która zniknęła w społeczeństwie. Podobnie Strefa Wojny.

    • Wystarczy podejrzeć na filmwebie ile osób ma ten film za sobą. W wypadku „Sieci” jest to coś koło 3700 osób – w porównaniu z „Serpico” (ponad 12200), „12 gniewnych ludzi” (ok. 77 700) albo Pieskie popołudnie (ok. 20 500) wypada to raczej marnie. Razi zwłaszcza przegrana tak dobrego filmu z Rockym w rozdaniu Oscarów.
      Jeśli chodzi o Chaplina (5 400 ocen). Porównując do innych filmów biograficznych to chociażby średniawy Aviator ma ich przeszło 132 000, jeszcze słabsze „Jesteś bogiem” prawie 89 000, „Żelazna dama” ma ich prawie 45 500. Różnica wydaje mi się spora – zwłaszcza, że film bije to wszystko na głowę.
      „Strefa wojny” to trochę ponad 900 ocen. Jak na film takiej klasy to bardzo słabo.

  • Widziałam jedynie „Moon” i „7 psychopatów”. I cóż – nie mogę się nie zgodzić. Moon jest rewelacyjny, przejmujący, poruszający ogromnie. Kino jednego aktora, które nie nudzi, zaskakuje i zmusza do głębokiej refleksji nad znaczeniem jednostki w perspektywie… globalnej? UWAGA EWENTUALNE SPOILERY Bo ja tak to właśnie widziałam, on jeden – jego marzenia, plany, to generalnie kim był w obliczu projektu ochrony stacji na księżycu – bo tak to można generalnie ująć – nie miało znaczenia, widać łatwiej utrzymywać człowieka w nieświadomości i celowo unikać odpowiedzialności za swoje działania jeśli ów człowiek nim zda sobie sprawę z tego, co się dzieje, automatycznie zostaje zamieniony swoim równie nieświadomym klonem. Przerażająca alternatywna wizja przyszłości i, moim zdaniem – podobnie jak „Gattaca” – ogromnie prawdopodobna. Doskonały film.
    Co zaś tyczy się 7 psychopatów – genialny. Ja osobiście uwielbiam tego typu komedie kryminalne (Snatch, Lock stock and two smoking barrels, Tajne przez poufne, Kiss kiss bang bang, Najpierw strzelaj potem zwiedzaj, Rock’n rolla, nawet Red i seria Oceans) – uwielbiam braci Coen, Tarantina, uwielbiam też Guya Ritchiego. I nie rozumiem dlaczego ten film przeszedł bez echa – 7 psychopatów bawi do bólu brzucha, oglądałam go już trzykrotnie i za każdym razem śmieję się do łez. Motyw z Zodiakiem? Jejciu, prawie się posikałam (to już wiadomo, dlaczego go nie schwytano) i te modus operandi…. zwłaszcza czarnoskórej ukochanej psychopaty z króliczkiem. Zakręcona fabuła – kto by się domyślił, kto to z tymi kartami… Harrelson – jejciu, urodzony morderca mój ukochany, uwielbiam go całym sercem. I Walken. I historia jego bohatera. I w ogóle. Po prostu. Genialne.
    Mój nr 10? Nie mam pojęcia. Może Franklyn. Uwielbiam go, choć zbiera kiepskie opinie. Dla mnie to jednak… taka kwintesencja brytyjskości, cudowny alternatywny świat ludzi zmuszonych do wiary w cokolwiek, i cudowna piękna Eva Green.

    • A, i jeszcze mi przyszło – Antychryst von Triera. Dla mnie boski.

  • ‚Chaplin’ (wstyd się przyznać) wycisnął ze mnie łzy, na ‚Valhalli…’ prawie zasnęłam w kinie – ale później długo o filmie myślałam, miał w sobie ‚coś’, ‚Siedmiu psychopatów’ genialne! – reszty nie widziałam, ale chętnie zapoznam się 🙂