Pewnie znasz to uczucie. Ktoś poleca ci film – słyszysz o „arcydziele”, o „najlepszym filmie jaki w życiu widziałem”, spodziewasz się filmowej uczty, katharsis i totalnego wstrząsu, a otrzymujesz coś całkowicie zwykłego. Okazuje się, że może i nie jest fatalny, czy do dupy –  ale po prostu normalny.

Niech cię ręka boska broni, żeby napisać o swoim rozczarowaniu na którymś z for internetowych, bo dowiesz się, że (nawet jeśli było to M jak miłość) głębi filmu nie zrozumiałeś, prawdopodobnie jesteś rudym gimnazjalistą i, że tak w ogóle, to chuj ci w dupę. Nie zawierzam już żadnym rankingom oprócz swoich własnych. Ten zestawia właśnie te filmy, których potęgi i cudowności najwyraźniej nie zrozumiałem.

311. Okno na podwórze (1954)

To pod nim widziałem chyba najwięcej tekstów w stylu „Nie zrozumiałeś filmu, gimbósie!”. Uwielbiam Hitchcocka – to napięcie, ten klimat. Okno na podwórze oglądałem z przeświadczeniem, że znowu dotknę ideału, jak w czasie Psychozy, czy Zawrotu głowy. Budowanie napięcia przez cały film owszem było, fabuła, która zapowiadała jakiś cudowny twist. A tu, co? Nic.

mrnobody2. Mr. Nobody (2009)

Pseudointelektualne, bełkotliwe kino posklejane z różnych innych filmów tego typu. Teksty w stylu „Cannot go back. That’s why it’s hard to choose.” albo  „The smoke never goes back into the cigarette.” nie podbiły mojego serca absolutnie w przeciwieństwie do większości widzów. Wydmuszkowate to było straszliwie.

7239889.3 (1)3. Slumdog. Milioner z ulicy. (2008)

Nudny jak flaki z olejem, przewidywalny niemożebnie i wyjątkowo średni. Cała medialna sraczka związana z tym filmem była dla mnie całkowicie niezrozumiała. Naprawdę nie wiem nad czym te zachwyty. Jedno z największych oscarowych nieporozumień w historii.

Interview-with-the-Vampire-The-Vampire-Chronicles-19944. Wywiad z wampirem (1994)

Nie mam nic do filmów o wampirach. Po nim spodziewałem się naprawdę wiele. Już nawet nie pamiętam za czyją pełną zachwytów rekomendacją obejrzałem ten film. Tak jak Zmierzch został oznaczony etykietką „gówno” z powodu zachwytu armii gimnazjalistów, tak Wywiad z wampirem narasta już powoli etykietką „kultowy” pomimo Złotej Maliny dla Cruise’a i Pitta (nie do końca zasłużonej) i ogólnej jego miałkości.

Infiltracja5. Infiltracja (2006)

Oceniany przez moich znajomych na filmwebie jednomyślnie na bardzo pozytywnie, więc czuję, że się narażę. Jest to remake dużo lepszego azjatyckiego Infernal Affairs. Zerżnięty od góry do dołu, że aż oczy bolą. Scorsese’a lubię, ale tutaj widocznie kompletnie nie miał pomysłu. Do tego jeszcze ten Nicholson ewidentnie bez formy. Nazywanie tego filmu najlepszym kryminałem wszechczasów to spore nieporozumienie.

7473654.36. Podejrzani (1995)

Obejrzałem ten film, bo zobaczyłem go na pierwszym miejscu w jakimś rankingu najlepszych twistów w historii kina. Było jak z kiepskim żartem, po którym nie wiesz czy już się śmiać. Tutaj pomyślałem, że musiałem to genialne zakończenie przeoczyć. Może dobrych kilka lat temu robiło wrażenie. Teraz z pamięci mogę wymienić co najmniej 10 filmów, które mają lepsze.  Niemniej jednak, jest dobry. Tylko dobry.

7441162.37. Nietykalni (2011)

Nie do końca rozumiem ogrom zachwytów związany z tym filmem. Jest OK, jest całkiem dobry, miło go się ogląda. Ale, że to najlepszy film wszechczasów, że arcydzieło? Chyba pomyliłem filmy. Milusia, bardzo pozytywnie nastrajająca komedyjka  – wszystko.

shawshank_redemption_ver1

8. Skazani na Shawshank (1994)

Kolejna bardzo miła bajeczka. Film ogląda się naprawdę dobrze, ale zachwytów, euforii i szaleństwa z nim związanym naprawdę nie rozumiem. Film jest oparty na bardzo przyzwoitej książce, dobrze nakręcony i całkiem przyjemny, ale pierwsze miejsca w niektórych zestawieniach najlepszych filmów w historii kinematografii to absolutne nieporozumienie.

SONY DSC9. Miś (1980)

Wielokrotnie spotkałem się z twierdzeniem, że to najlepszy polski film, że kultowy, prześmieszny i w ogóle „Bareja wielkim reżyserem był”. Ot, zlepek gagów połączonych w jedną niezbyt grającą całość. Niezbyt to ciekawe jak na miano arcydzieła polskiej kinematografii.

10.

Pozycja dziesiąta niech będzie twoją propozycją w komentarzach.

Twój umiłowany bloger,
podpis

 

Tagi: ,
  • Jakub Szczepaniak

    Co do Infiltracji, nie mogę się zgodzić jak dla mnie genialny film- wszystko co najlepsze u Martina, czego z kolei nie mogę powiedzieć o Hugo- bardzo nieprzyjemne zaskoczenie.

    Skazani na shawshank- zgadzam się absolutnie, totalna średnica. Tak samo jak zachwalana Zielona Mila i Slumdog również.

    Chętnie bym zobaczył listę 10 niedocenianych filmów. 🙂

    • Lista niedocenianych filmów będzie także z pewnością. 😉

  • Moriaty

    Ja dodałbym Avatara, może wizualnie to wyglądało dosyć olśniewająco, ale jednak czegoś oprócz tych efektów wizualnych brakowało. Wole obejrzeć jakiś film niosący za sobą coś, mając pewien sens w jakości rmvb niż miałke cudo techniki w 3d 😉

    • Kurczesz. A ja cały czas tego Avatara nie widziałem. Wszystko przez Andrzeja, który powiedział mi, że zerżnięte z Pocahontas ;D

  • eyesOFsoul

    Czekam na listę tych niedocenionych filmów… i czekam, i chyba się nie doczekam. 😛

    A tak po prawdzie:
    – lubię „wywiad z wampirem” – nie wiem, czy jest wielkie czy małe kino; czy szum był, czy go nie było. W 1994 roku miałam cztery latka. Nie mogę więc tego wiedzieć. Natomiast oglądałam go – jakieś 2 lata temu – i tak uważam, że jest to o wiele lepszy film niż ostatni kinowy Kac Vegas lub choćby głośny film „Bliżej” z 2004.

    Rozumiem natomiast niechęć do tego filmu. Może gdyby nie powstał „Zmierzch” i te pe… Miałbyś lepsze zdanie? 🙂

    • Za ‚Zmierzchem’ nie przepadam, ale do samych wampirów nic nie mam. ‚Wywiad z wampirem’ był kiczowaty i nie rozumiem kompletnie zachwytów. Zupełnie inaczej widziałem tę powieść 😉

  • „Mr. Nobody” – nieporozumienie, taki średniaczek 5/10 z ładnymi obrazkami. „Wywiad z wampirem” ledwo obejrzałam, do dzisiaj mi się odbija. „Infiltracja” mi się podobała, ale nie wytrzymuje porównania z azjatyckim oryginałem. „Slumdoga” lubię, ale nie wbił mnie w ziemię”, ale „Misia” i „Skazanych na Shawshank” uwielbiam. „Nietykalni” też mi się bardzo podobali, ale chyba nie na tyle, żeby obejrzeć drugi raz. Świetny film, ale z arcydziełem nie galopowałabym.

    „Okna na podwórze” i „Podejrzanych” nie widziałam jeszcze 🙂

    Dla mnie tę listę otwierają „Avatar” (wielkie śliczne NIC), „Atlas chmur” (podobnie) i „Sala samobójców” (tu mam tyle powodów, że mogłabym o tym książkę napisać).

    Ale nie rozumiem też np. fenomenu „Rejsu”, chociaż nie powiedziałabym, że to zły film. To chyba po prostu różnica epok.

    • Nie widziałem ani „Avatara”, ani „Atlasu chmur”. Ktoś mnie przestrzegł, że to właśnie jedno wielkie nic i sobie odpuściłem. „Sala samobójców” to faktycznie pseudointelektualne kino strasznie. U mnie z „Rejsem” jest podobnie jak z „Misiem” – nie chwyta mnie wcale „kultowość” tych filmów, a przerzucanie się co lepszymi cytatami z tych filmów w towarzystwie strasznie mnie męczy. ;D

  • Agnieszka

    Ja osobiście nie lubię niektórych starszych polskich filmów (np. „MIŚ”, „Kogel-mogel” .) tylko dlatego, że cały czas je na okrągło puszczają i można wziąć zwymiotować. A tak to MiŚu może być. Do listy dodałabym tylko „Hobbita”. Rozwalili książkę Tolkiena na trzy części, a że fabuły nie było zbyt dużo dodali parę niepotrzebnych scen i wyszło jak wyszło. Chociaż przyznam- myślałam, że będzie gorzej.

  • Tomasz U

    10. Zycie Pi

  • Oj, oj, ojej. Serce mnie boli. Ze Podejrzani? Że Nietykalni? Że na Shawshank skazani? Że Infiltracja i Wywiad z wampirem?
    Już, Popłakałam i mi lepiej. Przyjęłam Twoje słowa na klatę i jestem silniejsza. Moje typy? Nie wiem. Trudno tak z kosmosu sobie nagle przypomnieć… Ale bywało, że nie podobały mi się filmy tzw. ambitne, europejskie, za co zostałam nazywana kretynką czy ignorantką, lekko mówiąc. Bo się nie znam.
    A dla mnie film ma stanowić rozrywkę. Może uczyć, może wzruszać, ale, generalnie, ma być rozrywką. Tego oczekuję. Jeśli oglądam film akcji, w którym jeden koleś rozpierd… wszystkich złych maczetą, to się śmieję, i dam ocenę wysoką, bo mnie bawiło. Nie rozumiem komentarzy, że ktoś jest zbulwersowany, bo włączając film akcji spodziewał się.. no nie wiem… dramatu? Mają problemy z brakiem wiarygodności w Spidermanie? Czy zbyt łzawa akcja w Love Story? Ot, trzeba wiedzieć, co się ogląda, po prostu. Może dlatego jestem bardziej wyrozumiała dla wielu filmów, które niektórzy określili jako dno zupełne. Jeśli zaś idzie o filmy wielce polecane, znane, popularne… to mi nie podobała się „Pasja”. Absolutnie nie. Nie dlatego, żem ateistka. Wcale. Bo nie trzeba być wierzącym, by takowy film docenić. Po prostu dla mnie w tym filmie nie było nic nowego. Może właśnie dlatego wymagana jest wiara… by do całości dorzucić dogmaty, wierzenia, symbolikę. Może bez tego film zostaje odarty z głębokiego, ukrytego znaczenia? Nie podobała mi się amerykańska wersja „Dziewczyny z tatuażem”. Po lekturze książki Larssona… bohaterowie nie tacy. Atmosfera nie taka. Dno, dla mnie dno. Totalne. I jeszcze dwa metry mułu. Nie podobał mi się „The Sunset limited”. Lubię McCarthy’ego, choć tej sztuki nie czytałam. Ale lubię go. Film? Pomimo też doskonałej obsady. Znudził mnie. Ksiązka byłaby znacznie ciekawsza, sądzę. I więcej grzechów nie pamiętam. Pozdrowienia

    • Ostatnio właśnie miałem ciekawą rozmowę dotyczącą Pasji i doszedłem do wniosku, że gdyby rzeczywiście odjąć całą symbolikę i historię, to ten film naprawdę jest bardzo słabiutki – muszę się zgodzić. 😉

  • Paula

    Cieszę się że nie tylko ja pogardziłam Mr. Nobody;)