Do samego zainteresowanego zawsze miałem uczucia dwojakie – z  jednej strony pyskaty komuch – advocatus diaboli, znany z najnowszej historii, jako niemalże ucieleśnienie Stanu Wojennego pospołu z Jaruzelskim i Kiszczakiem, a z drugiej dziennikarz jedyny w swoim rodzaju – niesamowicie inteligentny i cudownie cyniczny.

Gdy Urban sygnuje coś swoim nazwiskiem, to wiadomo, że będzie ostro – bez litości i miłosierdzia. Otwierając książkę spodziewałem się właśnie takiej formy. Co mnie zaskoczyło, już we wstępie jednak Jerzy Urban obiecuje, że będzie na serio, choć go to „zuboży i może rozczarować czytelników”. Danego słowa raczej dotrzymuje, ubarwiając od czasu do czasu swoje wypowiedzi trafnymi anegdotami.

W książce widać, że jest prawdziwy – mimo, że nie owija w bawełnę nie odniosłem wrażenia, że jest to książka plotkarska, jak w przypadku Kulisów Platformy J. Palikota. A samych kulisów jest sporo – okres dziennikarskiej kariery w Po Prostu Polityce, opisy elit towarzyskich peerelowskiej Warszawy, a także, często nieprzychylne, opinie dotyczące ludzi znanych także ze świata dzisiejszej polityki i showbiznesu. Tematy prywatne – rodziny i dzieci – Urban również porusza bardzo swobodnie, ale nie grają one znaczącej roli. Są momenty bardzo poważne, sentymentalne, ale także takie, przy których można śmiać się w głos.

Nie dziwi także doskonałe przygotowanie Marty Stremeckiej do tematu, która prowadzi wywiad i momentami o życiu rozmówcy wie więcej niż on sam, co naprawdę budzi szacunek. Cytuje, jego artykuły z czasów Gomułki, wypowiedzi z konferencji prasowych i doskonale zna fakty historyczne, którymi odmierza życiorys Jerzego Urbana – a ten jest niesamowicie ciekawy…

Bo wywiad czyta się praktycznie jednym tchem. Jest tu najnowsza historia Polski oczami człowieka, który najpierw stał po stronie antygomułkowskiej i antygierkowskiej opozycji, by później stać się rzecznikiem rządu Jaruzelskiego i „Goebbelsem Stanu Wojennego”. Urban ukazuje swoją przemianę, jako proces, który miał niewiele wspólnego z politycznymi przekonaniami – nie zgrywa się, wykłada kawę na ławę i ukazuje tło wielu kontrowersyjnych, historycznych wydarzeń, co pozwala na zweryfikowanie swoich opinii.

Co najważniejsze, książka nie jest tendencyjna w przeciwieństwie do współczesnego dziennikarskiego dorobku Jerzego Urbana. Nie oszczędza nawet polityki samego Jaruzelskiego, o którym z drugiej strony wypowiada się także z największym szacunkiem i dodaje, że panują między nimi „stosunki jak między wyznawcą, a guru, poddanym a królem”.

Czuję, że już sam tytuł notki strasznie zasmuci Jerzego Urbana. Jak mówi, obserwuje ze smutkiem coraz mniejszą nienawiść i niechęć społeczną wobec siebie, bo to oznacza, że „Urban stał się nieważny”. Fakt, że książka pojawiła się na księgarnianych półkach bez większego echa chyba potwierdza ten fakt. A szkoda, bo to naprawdę szczera spowiedź jednego z bardziej barwnych polityków naszej historii i kawał świetnej dziennikarskiej roboty ze strony Marty Stremeckiej. Goebbels Stanu Wojennego wzbudził moją sympatię. Lubię gościa.

Na zawsze Twój,
podpis

 

  • Moriaty

    Jeżeli chociaż w minimalnym stopniu ta książka przypomina jego bloga to raczej nie będę chciał tego przeczytać ;P Te wpisy i niby kontrowersyjne filmiki to jedna z większych żenad jakie kiedykolwiek widziełem. Blog jest żałosny, z książką jest może lepiej, ale osobiście cudów bym się nie spodziewał 😉

    • Książka bloga w ogóle nie przypomina… Bloga też czasem odwiedzam i muszę się po części zgodzić, że pan Urban ma tam dość specyficzne poczucie humoru. ;D