Biblioteka Narodowa zbadała na początku 2011 roku czytelnictwo w Polsce. Statystyki dowodzą, że prawie 60 % Polaków nie zagląda do książek w ogóle. Co więcej, prawie 50 % nie czyta nawet krótkich form – artykułów, opowiadań, czy nawet etykiet na słoikach po ogórkach (blogów też! – jesteś w czterdziestoprocentowej mniejszości). Zaskoczeni? Wątpię. Zrób eksperyment – wejdź na profile facebookowe swoich znajomych i sprawdź co czytają. Zobaczysz ich ulubioną muzykę, filmy, a nawet fanpage ulubionego ketchupu,  ale często książek nie uświadczysz. Opierając się na statystykach, przynajmniej co drugi w kategorii Książki będzie miał pustkę.

Czy już ich wywaliłeś ze znajomych? Jeśli nie, to lepiej zrób to teraz. Bo widzisz, mój drogi Czytelniku, z książkami jest tak, że albo się czyta, albo jest się kretynem. Powie ci taki okaz zapewne, że wiedzę czerpie ze swojego nudnego życia i, że mu książki niepotrzebne. Ciężki przypadek – nie ma z nim o czym rozmawiać. Uświadamianie go także nie ma sensu. Zostawić … niech ginie.

Jest okaz jeszcze gorszy, tak zwany książkościemniacz. Poznasz go po tym, że ma niesamowicie wrażliwy gust. Na jego półkach zazwyczaj zalegają dzieła nudnej klasyki światowej literatury, o której zazwyczaj do powiedzenia ma niewiele, bo albo ani jednej nie zdjął z półki, albo czytał myśląc o jutrzejszym obiedzie. Zobaczysz u niego Cichego Dona, Ulissesa, Braci Karamazow, czy Wahadło Foucalta, zamienisz kilka słów i już wiesz z kim masz do czynienia. Taki typ nigdy nie czytał Browna, bo ma słaby warsztat; King dla niego to odgrzewacz kotletów; Clancy czy Cook piszą o niczym; a Coelho…

No właśnie! PAULO COELHO!

Oto jeden z największym wrogów książkościemniaczy, istne zło wcielone. Z tym brazylijskim pisarzem rzecz ma się już zupełnie dziwnie. Wciąż pamiętam ten szał, gdy pod koniec lat 90. każdy czytał Alchemika. O Paulo Coelho mówili wszyscy. Okazał się objawieniem i sięgnął szczytów list bestsellerów na całym świecie. Stał się nieomal czwartym wieszczem narodowym – chyba żadnego innego kraju nie odwiedzał tak często jak właśnie Polski. Oprócz książek, z półek sklepowych znikały wszelkiego rodzaju bajery opatrzone jego cytatami. Podobnych zjawisk doszukiwać się można w „szałach” na Cortazara, Whartona, Carrola, czy chociażby de Mello. Jednak to co działo się z Coelho było prawdziwą czytelniczą furorą.

Gdy zapytasz kogoś, czy czytał lub (o zgrozo!) czy ma ma w zbiorach jakąś książkę Brazylijczyka odpowie ci zazwyczaj, że nigdy nie miał takowej w ręce, a w najlepszym wypadku, że czytał Alchemika (oczywiście pożyczonego od znajomego) i kompletnie mu się nie podobał. Czy zauważyliście, że obecnie powiedzieć komuś, że czyta Coelho to tak jak napluć w twarz?

Jakiś czas temu jedna z czytelniczek bloga Moniki Richardson skomentowała jej wpis słowami „Ktoś tu za dużo czytał Paulo Coelho”. Dziennikarka, jakby odpierając zarzut, zaprzeczyła podkreślając, że jego książek nie znosi. Okazuje się, że gdy Alchemik był na topie, najwidoczniej księgarnie opróżniał ze swoich książek sam autor. Polak nie czyta Coelho, Polak czyta klasyczną literaturę światową albo czerpie inspiracje z rodzimych arcydzieł jak Nasza szkapa, Nad Niemnem, czy Chłopi (książki noblistów zwłaszcza w cenie; one są takie rozwijające!).

Po jednej stronie barykady czytelnicy Coelho, po drugiej twórcy takiej, bijącej mądrością, sztuki. Kto górą? Nieuświadomieni fani coelhizmów, czy domorośli literaturoznawcy?

Po jednej stronie barykady czytelnicy Coelho, po drugiej twórcy takiej, bijącej mądrością, sztuki. Kto górą? Nieuświadomieni fani coelhizmów, czy domorośli literaturoznawcy?

Twoje życie – twoje książki

Pewnego dnia ktoś się najwidoczniej zorientował, że Paulo Coelho to jednak taki mądry nie jest i nagle wokół jego twórczości zaczęła narastać krytyka. Oświecony polski lud obudził się z marazmu i dostrzegł, że jednak te wszystkie cytaty nie są kluczami otwierającymi przed nami wszystkie furtki, że gdy podzielimy się nimi z kimś, raczej zamiast odgłosów zachwytu usłyszymy szyderczy chichot, a z kalendarza, opatrzonego aforyzmami autora, który nieopatrznie wypadł nam z torby, musimy tłumaczyć się tym, że był mocno przeceniony w Empiku.

Otóż idiotę zawsze poznasz po tym, że dzieli czytelników na lepszych i gorszych; że siebie, jako miłośnika Joyce’a, Dostojewskiego, czy Szekspira, stawia nad tym, który zaczytuje się w horrorach Mastertona. Kretyn zawsze stwierdzi, że Paulo Coelho to pseudointelektualne popłuczyny, nawet jeśli ostatnią książką jaką przeczytał był Pies, który jeździł koleją. Bo mądrość, drogie dzieci, nie płynie tylko z dzieł Murakamiego czy Wilde’a, ale także z Super Expressu, harlekinów i Harrego Pottera. To prosty test na debila – jego zawsze poznasz po tym, że się z tą oczywistością nie zgodzi.

Nie bójmy się przyznawać do tego, że czytamy; niech książki będą nieodłącznym elementem naszych domów, w miejscach, które widać z daleka; a czytający rodzice będą codziennym widokiem naszych dzieci. Teraz, gdy czytelnicy są  mniejszością, warto wiedzieć, kto jest po właściwej stronie.

A ty. Ty, który zaraz zjedziesz  niżej, by skrytykować to, co przeczytałeś. Ty, który należysz do tej tępej połowy, a uważasz się za osobę mądrą, bo zdałeś maturę, czy masz magistra. Ty … ty dla nas i tak zawsze będziesz tym głupszym, tym dla którego źródłem doświadczeń jest tylko pogoda za oknem. Odpuść sobie. Może jeszcze nie jest za późno…

Tagi: